Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
7 lipca 2012
Pierwsze urodziny !
Dokładnie rok temu na blogu pojawił się pierwszy wpis. :-)
Życzę sobie , by i za kolejnych 12 miesięcy była okazja do kulinarnego świętowania.. oraz więcej systematyczności, o !
Przepis wkrótce :-)
19 listopada 2011
Bakeshop.
Na sam koniec moich fotograficznych relacji z Pragi zostawiłam miejsce, które po raz drugi skradło moje serce. Miejsce , które moim zdaniem wyróżnia się na kulinarnej (lub też kawiarnianej) mapie Pragi i które powinno stać się obowiązkowym punktem wycieczki miłośnika kawy i pysznych wypieków.
Kawiarnia Bakeshop, skryta między wąskimi uliczkami, łączy w sobie klimat zarówno czeskiej stolicy jak i paryskich kawiarenek. Jest jasna, przestronna.
Już od progu powala zapach świeżego pieczywa, który cieszy zmysły. Jego widok nie pozwala odwrócić się i po prostu wyjść.
Do wyboru jest kilka rodzajów kaw. Od espresso po cafe latte. Można także wypić lampkę wina w towarzystwie świeżego bajgla.
Bakeshop
Praha
Kozi 1
W mojej subiektywnej skali zdobywa 5/5 widelców :-)
18 listopada 2011
Ubytování.
Post na życzenie.
Zazwyczaj, przy tego typu wycieczkach, mam szczęście. Chcąc zobaczyć jak najwięcej wybieram opcję tanie noclegi (CouchSurfing rządzi!) + większy budżet na wydatki jak jedzenie, zwiedzanie, wejściówki.
Rok temu, spośród wszystkich istniejących akademików, wybrałyśmy Jarov 1 , przy praskiej Vysokej Skole Akademickej.
Warto zebrać grupę co najmniej 4 osobową. Im większa ilość osób , tym większa zniżka.
Nie było łóżek z baldachimem , ale czysta , wyprasowana pościel tak. Pachnąca nawet. Dla każdego po małej szafce (prócz wspólnej szafy). Kuchnia (w której brakowało mi jedynie czajnika) i łazienka były dzielone między 3 pokoje. Co najważniejsze - łazienka też była czysta. Ba! Miała ogromną kabinę z hydromasażem!
Jak na akademiki - warunki świetne!
W tym roku nam się nie poszczęściło i zamiast do luksusowych akademików, które były okupowane przez ludzi przyjeżdżających na wrześniową konferencję, trafiłyśmy do hostelu. Bardzo przeciętnego.
Ledwo poznałam to miejsce na zdjęciach. Wierzcie mi - są przekłamane i pewnie zrobione tuż po jego otwarciu. Byłyśmy bardzo zmęczone podróżą, nasz entuzjazm znacznie spadł , kiedy nie dostałyśmy pokoju w Javorze. Nie przyszło nam nawet do głowy, żeby zerknąć na warunki w pokojach. Jedyne o czym marzyłyśmy , to łóżko i niska cena.
Łóżek było pod dostatkiem - dostałyśmy (tak, my dwie !) pokój siedmioosobowy z gigantycznym oknem (brudnym z resztą). Rozrzuciłyśmy rzeczy na każdym z nich i zastanawiałyśmy się , która z kołder najmniej nas brzydzi, żebyśmy mogły spokojnie zasnąć. Odetchnęłyśmy trochę z ulgą po krótkim obchodzie kuchni. Był czajnik , nawet mikrofalówka i lodówka.
W tym momencie powinna zostać zamieszczona muzyka z horroru - sprawdziłyśmy łazienkę. Brrr. Nie wiem gdzie było robione zdjęcie z galerii na stronie, ale to chyba nie miejsce, którego my miałyśmy "przyjemność" używać. Oczywiście , były 3 kabiny prysznicowe.. a w każdej z nich SYF. Włosy, resztki mydła, maszynki do golenia , gumki do włosów. Czego dusza zapragnie. Michalina (która ma potrzebę wyczyszczenia wszystkiego, co w zasięgu jej ręki) zbladła. Zbladłam i ja. W pierwszym momencie uroczyście oświadczyłyśmy ,że nie będziemy się kąpać przez cały czas trwania wycieczki. Ostatecznie nie wytrzymałyśmy i po przeprowadzeniu akcji "dezynfekcja" na kawałku brodzika, brałyśmy najszybszy prysznic w historii , by po chwili wyskakiwać z niego , jak oparzone.
Ale przynajmniej miałyśmy nasze 7 łóżek , które po paru godzinach chodzenia, stawały się najwygodniejszymi na świecie. :-)
2 listopada 2011
Balonowa FotoBanda!
Ostatniej niedzieli miałam przyjemność ( tak, o przyjemności mowa, pomimo mojej awersji do przebywania przed, a nie za obiektywem ) uczestniczenia w sesji zdjęciowej. Plan był taki - ma być kolorowo , trochę jesiennie i optymistycznie (przede wszystkim). Pogoda była dla nas przychylna, miasto również.
Niestety, zamykanie oczu okazało się niemożliwym do kontrolowania na słowo 'TRZY'!:-)
26 lipca 2011
that's one small step for mankind but giant leap for me.
Nowy adres i oficjalny powrót na blogspotowe łono.
Z doświadczenia wiem, że skupiając się na kilku rzeczach, nie skupiam się na żadnej z nich, dlatego postanowiłam połączyć talerz pełen smaków. i jego starszego brata - ordinary snapshots.
Powiem szczerze, że moja 'internetowa nieobecność' skumulowała we mnie ogromną ochotę ,żeby znów coś pisać, robić zdjęcia, gotować.
Niestety, z tym muszę poczekać, przede mną jeszcze połowa drogi, bo :
a/ moje pierwsze dziecko (canon 400d) zostało sprzedane na czarnym rynku. procedura adopcyjna nowego jeszcze trwa. (i wcale nie leci do mnie z Hong Kongu!)
b/ na czas moich 'wakacji' w UK, do dyspozycji mam 3 garnki (do każdego z nich , z niezrozumiałej przeze mnie przyczyny, wszystko przywiera!). Doskwiera mi brak patelni, miksera (nie mówiąc o ukochanym blenderze!) i tak mogłabym w nieskończoność.. Wszystko to rekompensuje jednak przeogromny wybór w sklepach! Nie lubi tego mój portfel, ale żołądek bardzo!
c/ niestałość pracy doprowadza mnie do szału, bo lista zakupów robi się co raz to dłuższa.. (to może akurat nie ma związku z blogiem, ale chciałam się pożalić )
d/ wiatru w żagle nabiorę ( zapewne ) dopiero po powrocie do Polski.
Dlaczego więc już teraz zapraszam tutaj ? Zajmie mi trochę czasu posortowanie zawartości starszych blogów. Jeszcze do końca nie jestem przekonana, co powinnam z nimi 'zrobić'. A wy dostaniecie kilka dni ekstra na zapamiętanie nowego adresu. Jeśli oczywiście stwierdzicie, że warto..
Akumuluję więc zapał, zbieram inspirację, próbuję, smakuję. i od września (?) zaczynam regularny trening palców na klawiaturze, zaawansowany kurs fotograficzny w mojej kuchni i podczas wycieczek do smacznych miejsc w kraju (może i poza nim.).
Czekajcie na przepisy , zdjęcia i relację z podróży!
I proszę o trochę cierpliwości ! :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















