Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zza granicy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zza granicy. Pokaż wszystkie posty

2 kwietnia 2014

Praga.


To była już moja trzecia wizyta w czeskiej stolicy i nie mogę powiedzieć, że ostatnia. Zdecydowanie jest to miejsce, które pokazało swój urok za każdym razem, w różnych porach roku.
Kiedy w Polsce jeszcze dość szaro i buro, Praga wita nas lawiną kwitnących kwiatów, popołudniowym ciepłem i wiosennym powietrzem.
Po początkowych problemach z zaparkowaniem auta - uwaga! jeśli wybieracie się do Pragi zapomnijcie o tym środku transportu, nie warto się stresować i głowić, gdzie zostawić samochód., lepiej przesiąść się na pociąg lub autokar. Jeśli jednak już musicie jechać autem najlepiej i najtaniej jest zostawić go na parkingach poza centrum miasta, gdzie nie ma ograniczeń czasowych, ani kolorowych lin, określających rodzaj strefy parkowania - wszystko idzie już gładko.
Padamy wieczorem do łóżka, opróżniamy dwie butelki polskiego cydru i ambitnie nastawiamy zegarek na godzinę 7 rano.. wstajemy o 9 ;-) Obieramy długą trasę, która dała w kość naszym nogom, ale zachwycała widokami, więc było warto!
Ostatniego dnia udaje nam się, pomimo zmiany czasu na letni, wstać wcześnie i ruszyć na Most Karola, który na szczęście świecił jeszcze pustkami w niedzielny poranek. Kilka zdjęć, spacer i wracamy do Polski.

 widok z wieży na wzgórzu Petřín

Pomimo, że wstępnie planowaliśmy iść na typowo czeski obiad, to jednak pokusa zjedzenia kolejnego burgera, w innym miejscu, okazała się zbyt silna. Trafiamy do Bejzment.

 Tu zamawiamy piwo Moucha i dwa rodzaje burgerów. Mój był z grilowaną piersią z kurczaka (który smakował, jakby był pieczony na ognisku, mmm..), krążkiem smażonej cebuli, guacamole i sosem bbq. Pycha!


Z Fabianem mamy jedną cechę wspólną - nie odmawiamy sernika, więc gdy kelnerka wymienia z kart deserów właśnie jego... za 5 minut ląduje przed nami na stoliku.

 Kiedy staje na tym, że ostatniego dnia uda nam się odwiedzić mój ukochany Bakeshop idę tam z uśmiechem na ustach.. i zamieram. No bo wytłumaczcie mi, czemu ta pikselowa pani musiała stanąć właśnie tam, w takiej pozycji, zasłaniając piękną fasadę MOJEJ kawiarni? :)

I tym razem przywiozłam z tej podróży nie tylko mnóstwo dobrych wspomnień, ale i coś więcej - pierścionek♥


10 czerwca 2012

Dzień ostatni taniej, alkoholowej rozpusty.


Poprzednia noc dała się (prawie) wszystkim boleśnie rano we znaki. Na śniadaniu stoliki świeciły pustkami, bo NIE WIEDZIEĆ czemu, część osób postanowiła jak najwięcej czasu spędzić w łóżku. :-)
Zaplanowany mieliśmy spacer po Cmentarzu Łyczakowskim i Orląt Lwowskich - wiadomo. Pierwszy z nich spodobał mi się zdecydowanie bardziej, choć ilość turystów i trzymanie się 80osobowej grupy ludzi strzelających z aparatów fotograficznych.. nie zachęcało do robienia zdjęć.


Osobiście, twarz całkiem z lewej, w takim miejscu , wydała mi się trochę przerażająca. 


 I tak przyszło nam się pożegnać z Ukrainą..

7 czerwca 2012

Lwów po raz trzeci. Smakowity i pachnący.


Nie spodziewałam się , że Lwów zaskoczy mnie taką wielością kulinarnych cudeniek. Miło było się tym razem pomylić, robić wielkie oczy i mruczeć jak kot z reklamy Whiskas, przy każdym kęsie i łyku lwowskich specjałów. 


Plusy robienia zakupów we Lwowie są takie, że.. właściwie na wszystko nas stać. Mimo podwyżek cen przed Euro, ja  z moim biednym portfelem radziliśmy sobie całkiem nieźle - a jeśli porównać to, do odczuć w Kopenhadze - wręcz zaje**ście.
Pozwoliliśmy sobie nawet na małe "wyliczanki" - butelka wódki smakowej 0,7l. kosztowała np. 12 zł, papierosy 3zł. Kupiliśmy więc - co zrobić ;-) Do koszyka trafiły też "pamiątki" w postaci Starego Rynku, 45% likieru, na tyle słodkiego, by brak pobicia skutkował jedynie minimalnym skrzywieniem. Po nim wylądowała czekolada, tabliczek 10 ! Wszystkie były dobre, ale najbardziej do gustu przypadła mi ciemna z dodatkiem soli, w opakowaniu z panoramą miasta, oraz firmy Roshen z migdałami. 
A gdzie w Lwowie zjeść i wypić? 

Kopalnia kawy. Coffee Manufacture.


Czarne złoto w złotych skrzynkach. Cała magia tego miejsca polega na tym, że.. jest kopalnią kawy! Uprażone już ziarna skaczą chaotycznie na taśmie i lądują w drewnianej skrzyni. Stamtąd wędrują na sklepową półkę lub do młynka. Wybór jest spory. Problemy znów przyprawiła cyrylica, bo nazwy jak poranna, obiednia czy weczerna problemowe w zrozumieniu nie są.. chyba ,że właśnie - napisze się je cyrylicą :-)
Każda z nas wzięła po kilka torebek aromatycznych ziarenek , których zapachem przesiąknął cały autobus. Reszta wycieczki powędrowała do Manufaktury kolejnego dnia :)


Z tej samej kawy produkowany jest też likier Kawówka, widoczny po lewej stronie. Trudno tu użyć inne słowa, niż przepyszny, ale taki właśnie był..


..o czym dowiedziałam się próbując Kawy po Lwowsku. Podawana w malutkiej filiżance, nalewana przez kelnera przy stoliku - gęsta, czarna kawa po turecku z kieliszkiem kawówki u boku i plasterkami cytryny z cynamonem. Mimo mojej awersji do czarnej kawy ( w dodatku tureckiej, parzonej długo w wysokiej temperaturze przez co uwalniają się z niej szkodliwe substancje..blah, blah, blah ) te połączenie wyjątkowo mi zasmakowało. Polecam smakoszom. Sama kawiarnia zdobyła tytuł "odkrycia miesiąca" ( w moim rankingu ), a o słuszności decyzji przekonał mnie sernik robiony z prawdziwego, swojskiego twarogu!




Lwów 79000, Ukraina
pl. Rynek 10

Dom Legend

Dlaczego Dom Legend? W siedmiopiętrowej restauracji każde z pomieszczeń nawiązuje do innej lwowskiej legendy. Nie znam ich niestety, by móc o nich opowiedzieć coś więcej. Wiem jedynie, że jedno z nich zawierało wszystko, co lwie - w tym zdjęcia lwów na terenie miasta, części ciała. Atmosfera wewnątrz jest naprawdę .. bajkowa. Po krętych schodach raz po raz zbiega kelner, którego podziwiam - mi po czasie kręciłoby się od tego w głowie. 

Nie zrobiłam dużo zdjęć, ale serdecznie polecam wejście na samą górę. Można napawać się panoramą Lwowa i cieszyć słoneczną pogodą, co przydaje się szczególnie, jeśli na zamówioną HERBATĘ karzą czekać 40minut ( skutki uboczne tysięcy krętych schodów i pielgrzymek wycieczek, chcących zobaczyć Lwów z lotu ptaka za darmo )  I nie zapomnijcie o kwasie chlebowym - mniam!


Lwów 79000, Ukraina
ul. Starojewrejska 48

 
Lampa Naftowa

Czas nas gonił, a w brzuchach burczało. Żwawym krokiem ruszyliśmy z Domu Legend do Lampy. Po otwarciu drzwi przywitał nas zapach.. nafty. W głośnikach rozbrzmiewała mocna, rockowa muzyka. I tu czekały na nas kolejne kręte schody i kolejne poziomy. Na ścianach wiszą lampy i zdjęcia robotników. Siedzi się przy ciężkich, drewnianych stołach,a obsługa w robotniczych ubraniach zwinnie zbiera zamówienia i wydaje posiłki. Weszliśmy na drugie piętro, na którym przez świetliki, świeciło na nas słońce. Już teraz wiem, że można wejść także na taras.


Wegetariańska zupa. Oczywiście podana z dodatkiem śmietany, mimo wszystko dobra. Poniżej sławna "małpa", podobno wszechobecna kiedyś na ukraińskich stołach.


I żeliwna patelnia z upragnionym daniem ! Zamówiłam kurczaka z warzywami. Prze-pysz-ne! Czuć było, że warzywa są świeże, a dodatek kremówki równoważył ilość cebuli. Nie musieliśmy też długo czekać na wydanie posiłków.
W karcie znajdziecie też kilka firmowych trunków, których nie spróbowaliśmy z racji ograniczonego czasu. Hasiwka - wódka, sok brzozowy i anyż, naftiwka - koniak, kawa i sok granatowy oraz benzyniwka - wódka, sok jabłkowy i cynamon - wszystkie muszą poczekać do mych kolejnych odwiedzin :-)
 

Lwów 79000, Ukraina
ul. Ormiańska 20
 


Będąc we Lwowie nie zapomnijcie spróbować pierogów z ziemniaczanym farszem ! Smakują lepiej, niż wyglądają na zdjęciu. 
Polecam też zajrzeć na  ul. Serbską 3, do Fabryki Czekolady - skuszą Was na pewno, na którąś z ręcznie robionych czekolad, pralinek, czy figurek. Liczcie na ciekawe połączenia smakowe!  
A zdjęcie poniżej to zestaw "płatki z mlekiem" dla zapominalskich i rozrzutnych, którzy o kupnie mleka/jogurtu zapomnieli lub nie mieli już na nie pieniędzy.. Jerzy? 


Post długi. Mam nadzieję, że nie zasnęliście dobrnąwszy do końca :-)