Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

29 września 2012

Ogród botaniczny Uniwersytetu Jagielońskiego.

Co prawda, z krakowskiego Kazimierza nie udało nam się dotrzeć bezpośrednio do centrum.. i nawet nie szłyśmy w dobrym kierunku. Ale przypadkowo natrafiłyśmy na uniwersytecki ogród botaniczny, zrobiłyśmy kilka zdjęć i spożytkowałyśmy nadmiar czasu płacąc za tą przyjemność jedynie 3 złote ( kochana Zniżko Studencka, będzie mi ciebie bardzo brakować! ).


Ogród Botaniczny Uniwersytetu Jagiellońskiego
ul. Kopernika 27
Kraków

21 września 2012

Lody, lody! Komu lody?


Mam wrażenie, że o Lodach na patyku pisali już wszyscy i wszędzie. Niewątpliwie, zaraz po otwarciu, lokal szybko zyskał popularność i w niedługim czasie po sieci zaczęły krążyć kolorowe zdjęcia lodów o zabawnych kształtach - łap, serc itd.


Wewnątrz mamy minimalistyczny wystrój z elementami z naturalnego drewna, szkła, metalu i pastelowymi akcentami, które tworzą radosny klimat. 
Na dolnym poziomie możemy wybierać spośród kilku smaków lodów (np. marakui, pistacji, czekolady, truskawki), kształtów, a następnie zdecydować, czy wolimy go w jasnej, czy może ciemnej czekoladzie i na jaki rodzaj posypki mamy dziś największą ochotę.
Decyduję się na marakuję w białej czekoladzie, posypaną pistacjami. Przyznaję, że wygląda bardzo zachęcająco..
Pierwszy kęs, to smak białej czekolady i lekki posmak egzotycznych owoców. Orzechy okazują się być fajnym dodatkiem, ale moje kubki smakowe nie dostają orgazmu. Osobiście myślę, że zdecydowanie większym atutem tych lodów jest ich wygląd a nie smak, choć od czasu do czasu można zjeść..
Idziemy na górę zobaczyć, co jeszcze możemy tu przekąsić.
Są ciasta, kanapki, bagietki, słone tarty a do tego spory wybór ciepłych i zimnych napoi.
Ja wybieram śniadaniowy zestaw z bagietką i dwoma pastami . Na stole ląduje też tarta z papryką ( obie rzeczy kosztują ok. 12zł, ale nie pamiętam dokładnie) .
Uf. Jest dobrze, jest smacznie. Jest więc szansa, że kiedy przyjdą chłodniejsze dni i już nikt nie będzie miał ochoty na dawkę mrożonek, Lody na patyku będą miały całkiem niezłe substytuty do zaoferowania. Smakują mi obie pasty - z zielonego groszku i z twarożkiem, bagietka jest chyba trochę za mała, jeśli miałabym zabić mój poranny głód ( a to w końcu zestaw śniadaniowy ). Tarta mniami..
Przy stoliku obok siada grupa znajomych, każdy z nich trzyma w ręce jeden z lodów. Zabawny widok - myślę. Zamiast na kawę , czy piwo zaprosić kogoś na lody na patyku. 
Generalnie miejsce jest bardzo fajne, bez nadęcia. Pan za ladą zamienia kilka słów z każdym z gości, cierpliwie odpowiada na wszystkie pytania i ładnie podaje jedzenie na talerzu.
Można przyjść i przyjemnie spędzić czas, ale lodów polecać nie będę , bo znacznie bardziej smakowało mi to, co na drugim piętrze.




Lody na patyku
ul. Lipowa 7a 
Warszawa  

W czasie pisania posta przypomniałam sobie o niepozornym sklepiku w Krakowie. 
Zewnętrzny szyld w kształcie loda w wafelku mówił o tym, co możemy kupić w środku, choć bez niego wyglądałby on jak zwykły spożywczy lub sklep z alkoholem.. 
Wewnątrz jest trochę ponuro, jakby czas zatrzymał się w połowie lat 90tych. Szybko szukam lodówki z lodami. Trudno się nie uśmiechnąć na jej widok. Lody ukryte są pod wieczkami, więc w wyborze kieruję się jedynie listą wypisanych smaków na tabliczce zawieszonej w witrynie a nie ich wyglądem. 
Sprzedawczyni cierpliwie tłumaczy, że lody powstają na podstawie rodzinnej receptury i że kiedyś ich produkcją zajmowała się ona, a teraz pałeczkę przejął jej syn.
Wybieram kasztanowe i bakaliowe.. Są takie jak lubię, czyli intensywne w smaku, dość twarde, a nie jak bita śmietana.. no i cena!
Polecam zajrzeć !


Delikatesowo
ul. Brodzińskiego 1
Kraków
 

27 czerwca 2012

Krakowski Konwent Tatuażu.


Konwent, to świetna sprawa nawet dla tych, którzy nie są zafascynowani tatuażami. Bardzo widowiskowe wydarzenie, a już na pewno świetny temat do fotografowania.
Dziś bez zbędnych wstępów :-)

17 czerwca 2012

Oh, dear Charlotte.


Krakowska kawiarnia jest bliźniaczą siostrą warszawskiej Charlotte. Mimo, że młodsza, przerosła swoją poprzedniczkę - otwarto ją w naprawdę świetnym i dużym lokalu, którego potencjał w pełni wykorzystano. 

Na Plac Zbawiciela zawitałam pewnego przedpołudnia. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały, a ja miałam ochotę zrobić niespodziankę mamie i wziąć coś na wynos.
Miejsce od razu mi się spodobało , choć dostrzegłam, że z obsługą musi być coś nie tak. Jak już wspominałam - słońce świeciło, ptaszki śpiewały - a tu na twarzach miny jak bohaterowie z Rodziny Adamsów? Możliwe, że wykazaliby więcej zainteresowania i energii , gdybym dała do zrozumienia, że chcę przelać na ich konto moje dolary, trzymane w szwajcarskim banku i zostawić spory napiwek. Śmiem twierdzić, że wybierani byli jedynie na podstawie zdjęć , by wpasowali się we francuski klimat. Wyszłam i nie wróciłam.. choć wypieki kusiły!

Ale przyszła pora na Kraków. Inne miasto, inne miejsce - a może nóż, łyżka, widelec , nie sparzę się po raz drugi. Przekraczamy z Agą próg kawiarni i widzę uśmiechniętą obsługę. Uf. Uśmiecha się też Aga. 

Rozglądamy się. Centralne miejsce zajmuje ogromny drewniany stół ( który podnoszony jest w porze obiadowej i dostawiane są do niego barowe krzesła, co całkowicie zmienia wygląd lokalu - wielki plus , droga Charlotte!). Piękne, fabryczne lampy zwisają z sufitu. Przeważają szarości, biel i surowe drewno.
Pora śniadań - czuć kawę, a na stole królują koszyki z pieczywem (za 7zł, czyli cena, jak na Kraków chyba przystępna / przyczepiłabym się tylko do makaroników za 4zł. ) i przeróżne "smarowidła", dość tłoczno.
Przychodzi do nas kelner , odbiera zamówienie i koszyczek chleba oraz kawa trafia do nas po niedługim czasie. Jest dobrze. Zaczynamy jeść i jest jeszcze lepiej. Chleb chrupiący, świeży, rogalik francuski delikatny i prawdziwie maślany.. do tego warstwa konfitur - malinowej, pomarańczowej, czy kremu z mlecznej lub białej czekolady i słyszę chór aniołów. Cappucino dobre, chociaż nie zdało "testu pianki" ( bo w cappucino najważniejsza jest mleczna pianka, oj tak! ) była mocno spieniona, ale nie kremowa.. i barista nie pochwalił się umiejętnościami z latte art. Chociaż na kwiatek mógł się "szarpnąć" :-)


Wyszłyśmy zadowolone, gotowe na parę kolejnych godzin chodzenia. Porzuciłyśmy wcześniejszy zamiar odwiedzenia innego lokalu i o 17 witamy się z Charlotte po raz kolejny. Tym razem w celu zapełnienia żołądków. Ludzi było już znacznie mniej, menu obiadowe znacznie się od śniadaniowego nie różni, na stoliku lista win ( oraz kir , który mam zamiar spróbować przy kolejnych odwiedzinach). Zamawiamy kanapki - ja na zimno, z serem i figą ; Aga - na ciepło z mięsem z indyka i żurawiną. Znów nie czekamy długo i znów się zachwycamy smakiem. Dobry dzień !

 Dolny poziom kawiarni.
Pomimo nie najlepszych wspomnień z warszawskiej kawiarni, tej krakowskiej przyznaję 5/5 widelców.

Cafe Charlotte
Kraków
Plac Szczepański