Do każdego wyjazdu lubię się porządnie przygotować. W ruch rusza wtedy wyszukiwarka google i jego mapy (dzięki ci za nie!). Jednak po kilku takich wyjazdach ,studiowanie wszystkiego mi się znudziło i pomyślałam , że na pewno nic się nie stanie, jak trochę przymknę na to oko..
I tym,o to sposobem spędziłyśmy 2 "przecudne" godziny na dworcu centralnym - z przewodnikiem, w którym rozpisywano się o kawiarniach i restauracjach.. ale brakowało w nim porządnej mapy! Krążąc tam i z powrotem, w końcu udało się nam znaleźć automat na bilety. Ba! Udało się nam nawet - z odpowiednim biletem!, dostać stamtąd na dobrą stację metra, bo pan w informacji, na moje rozpaczliwe pytanie o drogę, raczył tylko burknąć "platforms 9 and 10"..
Porażające ceny w sklepach, zamieszanie z dojazdem, kawa w supermarkecie i wysiadywanie na ławce, czekając na hosta.. sama nie wierzyłam , że miasto pokocham bardziej niż Pragę, ale z dnia na dzień było tylko lepiej..
Lista, tego, co chcemy zobaczyć pierwszego dnia była niepokojąco długa. Na szczęście okazało się, że miasto nie jest tak duże, jak zakładałyśmy, czytając mapę :) Wydawało się, że pogoda chcę nam wynagrodzić nieprzyjemności z komunikacją miejską i urządziła wiosnę z prawdziwego zdarzenia !
Czułam na sobie jej wzrok. :)
A on przyglądał się syrence.
Która, nie wiem dlaczego, stanowi taką atrakcję turystyczną. Na szczęście, M. nie wołała o "zdjęcie na tle syrenki". Uf.
Ja za to, przez cały czas wołałam o kawę. Ale nie skusiłam się na taką z miniciężarówki.. Trochę żałuję.
"Magda, to fotografuj swoje fetysze - rowery, łódki , kawiarnię, kawę i co tam jeszcze chcesz"
Piękny dzień!


















