23 października 2011

Krynica Morska.

 Latarnia w Krynicy Morskiej pnie się na 26,5m wysokości. Została odbudowana w 1951r. po tym, jak pierwsza konstrukcja została wysadzona przez Niemców.
Nie wiem ile dokładnie stopni wiedzie na jej szczyt, ale moje łydki mówiły mi, że całkiem sporo :-)
Żałowałam, że pogoda nie dopisała tego dnia. Musiałam się też pogibać, szukając części szyby jak najbardziej czystej, by objąć Zalew Wiślany i Bałtyk.
 Światło latarni jest widoczne z odległości ok. 19mil morskich, czyli ok. 35km.
I to tyle 'słowa' na niedzielę.

16 października 2011

Kto rano wstaje..

Godzina 5:40
- Dziaaadeeek.. - wychylam głowę do pokoju obok, szepczę i słyszę tylko dziadka głośny oddech. Uznaję to za pozwolenie na pójście z powrotem do łóżka i przełożenie misji 'wschód słońca' na inny dzień.
Godzina 5:42
- Magdaaa - otwieram leniwie oczy i widzę cień dziadka w drzwiach - Magda , wstajemy? Idziemy?
- Idziemy, idziemy..
I 15minut później jesteśmy na plaży.

Bo czasem warto zwlec się z łóżka o nieludzkiej porze :-)

13 października 2011

Od gruszki do ciasta..

Ochota na pieczenie powraca jak bumerang. Przeglądam stare czasopisma, czytam już znane przepisy. Kontroluję w sieci,co najlepszego w sezonie oferuje matka natura..  Notuję coś na boku..  Jesień przypomina mi o nadchodzącej zimie. Czuje jakby mnie spowalniała.. A tu działać trzeba! Piec trzeba! I chociaż specjalna okazja do tego mi nie potrzebna, to.. jeśli jest - tym lepiej!  :-)


Wyprawa Mateusza dobiegła końca. Wrócił szczęśliwie do Polski. W głowie układa plany dalszych podróży, w sercu żarzy się ochota na więcej. 
Bez pomysłu na to, czym go przywitać, poszłam do sklepu i zobaczyłam uśmiechające się gruszki.. 'No cóż, niech wam będzie !' I wróciły ze mną do domu. 
Ciasto no cóż.. Zdjęcia robione w pośpiechu tego nie oddają, ale naiwnie myślę, że nie bezpodstawnie dostałam order 'królowej gruszkowego ciasta' :-)
Zdjęcia i relacje z wyprawy można zobaczyć/przeczytać na at the ends of the world.

Odwrócone ciasto z gruszką i korzennymi przyprawami.

225g miękkiego masła
250g brązowego cukru
3-4 gruszki (obrane, bez gniazdek, pokrojone na  plastry)
450g mąki pszennej ( dałam 200g pełnoziarnistej i 250g tortowej)
1 łyżeczka sody
1 1/2 łyżeczki imbiru w proszku
1 1/2 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
1/2 szklanki płynnego miodu
3 jajka
1 szklanka maślanki


Umieścić patelnie na średnim ogniu i roztopić na niej 100g masła, następnie dodać połowę cukru i mieszać aż się roztopi (ok. 5min). Dodać plastry gruszki i gotować przez 10min, do czasu aż uzyskają złoty kolor i będą miękkie ( moja cierpliwość okazała się nie wystarczająca i wyciągnęłam je zbyt szybko ). Co jakiś czas otoczyć je na drugą stronę. Gdy są gotowe wykładamy nimi dno 22centymetrowej, okrągłej foremki, wyłożonej papierem do pieczenia. Pozostałe na patelni masło z cukrem zostawiamy do polania gotowego ciasta. 


Przesiać mąkę, sodę i przyprawy. Odstawić. 
Ubijamy masło oraz pozostały cukier, aż do uzyskania jasnej, kremowej konsystencji. Dodajemy miód, potem jajko, jeden po drugim. Ustawiamy mikser na wolne obroty i dodajemy naprzemiennie 1/3 mąki i 1/3 maślanki. Całość, po połączeniu, wylewamy na warstwę gruszek. Pieczemy w rozgrzanym do 160C piekarniku, ok. 1godzinę 10-20minut. Do 'suchego patyczka'. 
Gotowe ciasto możemy po 10minut od wyjęcia przełożyć na talerz i polać pozostałym na patelni masłem. 
Smacznego!